Kategorie: Wszystkie | aktualne | historia | zabawy
RSS
piątek, 09 grudnia 2011
Z innej beczki ... cz II

   Kiedyś trzeba dać odpocząć chłopakom od paparazzich. Od ustawicznego  śledzenia prywatnych spraw, od ciągłego błyskania lampy. Wracamy do wrześniowego tematu.

   Zatem dzisiaj kilka zdjęć z naszego letniego hobby. Naszego - w sensie rowery, mojego - zdjęcia "opuszczonych" i niefotogenicznych okolic. Przy okazji pytanie mam. Ciekawi mnie, czy ktokolwiek rozpozna cokolwiek.

Z innej beczki

Z innej beczki

Z innej beczki

Z innej beczki

Z innej beczki

Z innej beczki

Z innej beczki

   Wiem, że szczęśliwi współlokatorzy Pięciu Futrzastych Panienek i Bandy Doskonałej będą mieli zadanie ułatwione, ale co tam. Szczególnie ciekawi mnie, czy ktoś rozpozna miejsce uwiecznione na zdjęciu nr pięć.

Tagi: rower ruiny
21:57, przemek_1969 , historia
Link Komentarze (16) »
niedziela, 04 grudnia 2011
Farat - Tatko Tatki

   Dzisiaj przedstawiamy Tatę Bazyla. Proszę Państwa, oto Farat Patronat*PL:

Farat

   W kwietniu skończył trzynaście lat. Jest w dobrej formie, lubi sobie czasem pobiegać i pobawić się, co w przypadku persa w tym wieku nie jest normą.

Farat

    Jego domowe imiona to Tofuś, Misiu i Puciek :) To kot z charakterem, ale towarzyski, witający gości odwiedzających Panią Ewę i lubiący pieszczoty :) Szczególnym uczuciem darzy syna swojej Pani. Jego odwiedziny zawsze wywołują u kociska sporo radości :D

Farat

   Spisywał się też wzorowo jako tata, gdy były kocięta.

   Moment zakończenia czesania określa sam i raczej nie należy mieć innego zdania w tej kwestii. To i tak o niebo lepiej niż Bazyl, który zazwyczaj uważa, że powinniśmy skończyć jakieś pięć sekund po rozpoczęciu ;)

   Jak widać na poniższych zdjęciach, szelki nie wywołują w nim odruchu przywierania do podłoża, ewentualnie szalonych harców;)

Farat

 

10:40, przemek_1969 , historia
Link Komentarze (15) »
sobota, 10 września 2011
Z innej beczki ...

Na prośbę Bazyla, zirytowanego personelem biegającym za nim z aparatem, postanowiliśmy dać mu odpocząć na jeden wpis ;) 

Dzisiaj zatem zdjęcia związane z moim największym niezimowym hobby, jakim jest jazda na rowerze. Jeżeli mam tylko wolną chwilę, a dzięki systemowi pracy takich chwil mam całkiem sporo, wsiadam na rower lub wrzucam go do samochodu i jeżdżę sobie. Znaczy się nie chodzi mi o jazdę samochodem. Nim tylko dowożę gdzieś rower ;) Jak już tak sobie jeżdżę, to czasem robię zdjęcia. Podstawowym celem "polowań" są koty. Jednak jak nietrudno sobie wyobrazić, jazda na rowerze z aparatem w plecaku nie jest optymalnym sposobem na fotografowanie futrzastych. Toteż  określenie mojej kolekcji "zatrzymanych w kadrze" kotów mianem ubogiej jest i tak sporym eufemizmem.

Drugim celem bezkrwawych łowów są ruiny. Nie uciekają, nie biegają, są.  Nie skupiam się przy tym na kilkusetletnich obiektach. Po pierwsze takie już są miliony razy obfotografowane, po drugie nasze okolice jakoś dziwnym trafem nie obfitują w takowe. Po trzecie, te młodsze, nawet kilkudziesięcioletnie też działają na wyobraźnię.

Zatem dzisiaj kilka zdjęć pewnego zakładu w centrum niedużego miasta. Ciekawe, czy ktoś zgadnie lokalizację.

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Jeżeli kogoś zainteresowała tematyka to odsyłam do rewelacyjnej moim zdaniem strony, stworzonej przez ludzi dla których wyszukiwanie i dokumentowanie takich miejsc stało się pasją: Opuszczone

Tagi: rower ruiny
21:29, przemek_1969 , historia
Link Komentarze (16) »
środa, 03 sierpnia 2011
Koty wyjazdowe cz. II

Przeglądając domowe archiwum natknęliśmy się na  mazurskiego kota - rybaka. Akwen nie był specjalnie przejrzysty, ale od czego koci wzrok.

Koty wyjazdowe

Koty wyjazdowe

Koty wyjazdowe

Koty wyjazdowe

Koty wyjazdowe

Kocisko polowało sobie na rybkę ozdobną w "oczku" wodnym przy knajpce w Kruklankach :)

We Wrocławiu z kolei spotkaliśmy sędziwego kota na terenie Archidiecezji:

Koty wyjazdowe

W ogrodzie botanicznym kontrolę sprawował:

Koty wyjazdowe

kot - dozorca, który dbał o poprawne zachowanie zwiedzających.

W przygotowaniu wpis o kociskach z okolicy, ale brakuje nam fotek paru kolesi, więc musimy jeszcze troszkę wstrzymać się.

21:03, przemek_1969 , historia
Link Komentarze (8) »
środa, 27 lipca 2011
Domek

Dzisiaj parę zdjęć Bazyla i jego domku. Domek został zrobiony przez moich rodziców w krótkim czasie po pojawieniu się u nas nowego domownika. Szybko został przez kocisko zaakceptowany i polubiony :)

Domek

Oprócz pełnienia oczywistej funkcji wypoczynkowej służy także jako:

  • plac zabaw,
  • punkt obserwacyjny,
  • miejsce pobytu kilku myszy, wyrzucanych okazjonalnie przez głównego najemcę,
  • jeden z punktów trasy szaleńczch biegów po mieszkaniu,
  • kryjówka przed personelem starającym się zdybać śpiącego kota, celem jego czesania.

Ostatnio, po obwinięciu dolnej brzozowej pieniuszki sznurkiem pełni też czasem rolę drapaka.

Domek

Domek

Domek

Domek

Domek

Domek

Domek

Po odkurzeniu przez personel, domek musi być zawsze dokładnie obwąchany, a zwłaszcza otwór wejściowy - zaufanie zaufaniem, ale kontrola musi być ;)

Konstrukcja ma już prawie sześć lat, ale trzyma się dzielnie. Lokator stara się ją oszczędzać i nie wyżywać na niej.

wtorek, 14 czerwca 2011
Czesanie.

Jakiś czas temu wspominałem o skomplikowanym zagadnieniu jakim jest czesanie Bazyla. Czas rozwinąć temat.

Kwestią jak się później okazało najłatwiejszą był dobór szczotek i grzebieni. Jedynym nietrafionym zakupem był polecony nam przez sprzedawcę grzebień z obrotowymi zębami. Obecny Bazylowy zestaw fryzjerski wygląda tak:

Czesanie

Kolejnym elementem problemu była technika czesania. Cóż, cały czas udoskonalamy, ale obawiam się że do perfekcji brakuje lat świetlnych.

Najtrudniejszą częścią okazało się skłonienie kociska do jakiejkolwiek współpracy, albo chociaż (właściwie to aż) bierności w trakcie. Bazyl bardzo lubi być czesany ... ale tylko pod brodą. Kontakt szczotki/grzebienia z pyszczkiem i kryzą toleruje, a nawet może trochę więcej niż toleruje. I na tym koniec.

Wypracowana przez lata taktyka wygląda następująco: trzeba poczekać, aż Bazyl zaśnie. Dobrze jest, gdy zaśnie głęboko. Wskazane jest pewne urozmaicenie pory operacji. Przez pewien bowiem czas czesaliśmy Bazyla po powrocie Sowy z pracy. Wycwanił się wtedy i albo starał się nie zasnąć do wieczora, albo ukrywał się w takim miejscu, że po wydobyciu go stamtąd był rześki i gotów do zabawy pt."jak mnie dotkniesz szczotką to cię pacnę". Należy koniecznie przy tym pamiętać, żeby w trakcie przygotowań stanowiska fryzjerskiego, szczotki etc. wyjmować po cichu, nie stukając nimi o siebie. Do zabiegu niezbędne są dwie osoby. Jedna nawet nie ma co próbować. Całość trwa około dziesięciu minut, w porywach piętnaście, w zależności od humoru i stopnia zaspania klienta. W końcowej fazie kocisko ostrzegawczo pojękuje, nasila pojękiwania, później kotłuje posłanko szafki fryzjerskiej i próbuje dać dyla. Zdarzają się również mniej lub bardziej udane łapoczyny i zęboczyny. Gdy dochodzi do eskalacji jednych z ostatnich objawów, czesanie należy uznać za zakończone.

Czesanie

Na fotelu

Jak już kiedyś pisałem, Bazyl prawie zawsze chętnie przybiega do Sowy na kolana, na dźwięk postukiwania grzebieniem o szklaną miseczkę z wodą i hasło "myjemy oczy". Wtedy przy okazji następuje pielęgnacja pyszczka, ewentualnie  "usosowanej" brody i kryzy. Bowiem spożywanie dań w sosie odsłania pewne braki w kulturze kociska i zostawia ślady w postaci "sklejek" poniżej paszczy. To jednak nic w porównaniu z wyglądem Ziuka po spożyciu surowego żółtka lub wypiciu mleka :D Taki makijaż wymaga wówczas natychmiastowej interwencji z mokrym ręcznikiem. Zdjęć jak dotąd nie mamy, ale jak tylko uda się zrobić to wrzucimy.

Na kolanach u Sowy

 

niedziela, 12 czerwca 2011
Dzikuski.

Za naszym blokiem mieszkają koty. Początkowo myśleliśmy, że  jest jeden czarny. Nazwalismy go Jęzorkiem, z uwagi na to, że prawie zawsze ma odrobinkę wysunięty jęzorek właśnie.

Jęzorek

Potem okazało się, że są dwa czarne. Drugiego nazwaliśmy Czesiu. Czesiu pojawia się rzadziej i niestety zdjęcie jakim dysponujemy pozostawia wiele do życzenia:

Czesiu

Czesiu nie ma białej muchy jak Jęzorek i jest bardziej tajemniczy. Następnie wyszło na jaw, że jest jeszcze trzeci kot, a właściwie kotka, nazwana przez nas Rudolfiną:

Rudolfina

Rudolfinka jest z nich najmniej bojaźliwa i podchodzi na wyciągnięcie ręki. Nie chcemy jej bardziej ośmielać, bo nie wiadomo na kogo może trafić, a ludzie bywają zwyrodniali.

Ostatecznie okazało się, że mieszkają cztery koty. Czwarty dla odmiany jest niemal identyczny jak Rudolfina. Jest to informacja pewna, gdyż widzieliśmy wszystkie cztery razem. Teraz jak pojawia się rudzielec, to nie do końca mamy pewność czy to Rudolfina, czy ten drugi.

Za blokiem, oddzielone wąskim pasem zieleni znajdują się prywatne posesje z niewielkimi ogródkami i zabudowaniami gospodarczymi.

Za blokiem

Za blokiem

Całość tworzy swego rodzaju zielony azyl dla kotów, bo w okolicy sporo ruchliwych dróg. Mają tam dość dużo miejsca do ukrycia się, trochę drzew do wspinania, trochę komórek, po dachach których mogą połazić. Kwestią niewyjaśnioną pozostaje, czy są to koty dzikie, czy wychodzące. Mieszkańcy domów nie przeganiają ich z ogródków, ale nie wiemy, czy z dobrego serca, czy dlatego, że są to ich koty. Te z kolei rozsądnie trzymają się okolicy i naprawdę bardzo rzadko można je zobaczyć przed blokiem. Okna naszego mieszkania wychodzą niestety na ulicę i nie możemy prowadzić obserwacji, przez co nadal nie mamy pewności co do ich bezdomności. Tym bardziej, że są pewne poszlaki, które wskazują, że przynajmniej część z nich ma dach nad głową.

W każdym bądź razie dokarmiamy je regularnie. Miejsce karmienia musieliśmy zmienić z uwagi na sroki, które bezczelnie podkradały  im jedzonko i psy, puszczane bez smyczy. Porę też musieliśmy przesunąć, bo w nowym miejscu z kolei gołębie czyniły spustoszenie w miskach. Tak przy okazji, to trochę dziwny jak na dzikie koty obrazek: siedzą dwa kociska, a tuż obok gołębie spokojnie spacerują, albo: leży sobie Jęzorek, a metr dalej sroka pałaszuje z jego miski. Nigdy nie znaleźliśmy też śladów po skonsumowaniu jakiegoś pierzastego.

Przed remontem bloku koty miały otwarte okienko do piwnicy (inna sprawa czy z niego korzystały). Po remoncie zamontowano nowe okienka. Okienka pozamykano, a nam nie udało się ustalić właściciela piwnicy. Nasza piwnica jest od strony ulicy tuż przy wejściu do bloku i koty w jej okolicy  nie  pojawiają się wcale. Widok Rudolfiny śpiącej zwiniętej w kłębek na śniegu zmobilizował nas do zrobienia im domku. Po zapoznaniu się z fachowymi poradami na forach internetowych zmajstrowaliśmy im budkę (styropian, tektura, gruba folia budowlana, pianka montażowa), a Bazyl dokonał odbioru technicznego poprzez inspekcję wewnątrz i na zewnątrz. Wyściółkę stanowił pocięty na paski polar. Z uwagi na nieciekawe towarzystwo, które lubi zapędzać się w te rejony i niszczyć wszystko w zasięgu brudnego łapska, budkę postawiliśmy za płotkiem prywatnej posesji. Trochę głupio wyszło, ale nie wiedzieliśmy kogo spytać o zgodę, bo akurat ten ogród znajduje się przy niewielkiej wielorodzinnej kamienicy i jest niemal nieodwiedzany przez ludzi. Z drugiej strony baliśmy się odmowy. Budka stoi sobie w zacisznym miejscu, ukryta wśród roślinności. Chyba więc nikt nie ma nic przeciwko.

piątek, 10 czerwca 2011
Alergia.

Kilka lat po pojawieniu się w naszym domu Bazyla, u Sowy wystąpiły objawy alergii. Testy wykazały: alergia na kota :(( Postanowiliśmy skorzystać z pomocy alergologa przyjmującego w ogólnopolskiej prywatnej sieci poradni medycznych. Nazwy przez litość nie wspomnę.

Na kolanach u Sowy

Pani doktor, po zadaniu kilku błyskotliwych pytań, typu: ile taki kot żyje, czy nie możnaby się go pozbyć. Po udzieleniu genialnych rad, jak np. odizolowanie kota (??!!), stwierdziła że nie podejmie się odczulania, gdyż: "są o wiele poważniejsze uczulenia, jak np. na kurz" i nazwała to odczulanie "fanaberią", a poza tym takie odczulanie jest "ogromną ingerencją w układ immunologiczny". Ów luminarz świata medycyny miał niezwykłe szczęście, że trafił na Sowę, a nie na mnie. Usłyszałby z pewnością kilka ciepłych słów. Tak przy okazji ciekawi mnie jakich rad udzieliłaby np. weterynarzowi, albo hodowcy zwierząt

Podejrzewam, że jeżeli Sowa byłaby u ww. lekarza prywatnie i położyła pieniążki na stół, rozmowa wyglądałaby inaczej. Na nasze nieszczęście mieliśmy wykupiony abonament w firmie, w której pracowała i potraktowała Sowę tak, jak każdy z nas traktowany jest przez publiczną "służbę zdrowia". Nie będę drążył tego tematu, gdyż generalnie usługi medyczne w Polsce doprowadzają mnie do białej gorączki ...

Do medycyny alternatywnej nigdy nie mieliśmy specjalnego przekonania, ale mimo wszystko postanowiliśmy spróbować. Po kilku wizytach, w trakcie których przeprowadzano jakieś dziwne czynności, objawy alergii .... w znacznym stopniu ustąpiły :D Nie można powiedzieć, że ustąpiły całkowicie, ale ich poziom był do zaakceptowania. Od tego czasu minęły już chyba trzy czy cztery lata i chyba będzie trzeba powtórzyć kurację, bo powoli alergia zaczyna odzyskiwać utracone przyczółki.

Na balkonie

Z alergią wiąże się też inna kwestia. Kocie towarzystwo dla Bazyla. Obawiamy się, że kolejny kot w domu może nasilić objawy... Może ktoś ma jakieś doświadczenia w tej materii ?


środa, 08 czerwca 2011
Nocne wędrówki.

W nocy na balkonie

Tytułem wstępu znaleziona kiedyś w sieci relacja z wydarzeń , które w różnych wariantach z pewnością miały miejsce w życiu niejednego kociarza (a już napewno te od godziny 3:36):

3.00 Wracam do domu

3.01 wpadam na rower stojący w przedpokoju,

3.02 zdejmuję buty i idę do łazienki,

3.04 wracając wpadam ponownie na rower,

3.05 robię sobie kanapkę,

3.05 objawia się kot,

3.06 kot znika,

3.10 idę z kanapką do komputera, po drodze napotykam kota i aby go nie zmiażdżyć robię unik i wpadam na rower po raz trzeci,

3.11 siadam przed komputerem, jak się okazuje prawie na drugim kocie,

3.25 walczę z systemem, sprawdzam pocztę, ale zauważam, że focus mam ustawiony na + nieskończoność, a ekran jest niewyraźny,

3.27 kończę kanapkę i czekam aż kot odsłoni ekran,

3.35 kot schodzi z ekranu, a zeskakując z biurka elektryzuje się tak, że ładunek gasi komputer,

3.36 kładę się do łóżka,

3.40 nie mogę zasnąć,

3.45 wciąż nie mogę zasnąć,

3.55 znalazłem przyczynę bezsenności - kot się na mnie gapi,

3.56 kot widzi, że ja widzę i ostentacyjnie ziewa,

3.57 teraz to już nie zasnę, idę otworzyć okno,

4.00 uporałem się z oknem,

4.01 usypiam,

4.03 przychodzi kot, wącha mi twarz i łaskocze wąsami, na koniec wsadza mi nos w oko,

4.04 idzie w drugą część łóżka i zabiera kołdrę,

4.05 prawie zasypiam,

4.15 drugi kot wskakuje na mnie, ale jak się okazuje, przelotem - do uchylonego okna,

4.30 po tym jak usnąłem drugi kot wraca z okna skacząc na mnie,

4.45 pierwszy kot (jak się okazuje) idzie kopać w kuwecie,

4.50 wraca, robi mi przegląd jak wcześniej (wąsy + nos w oko),

5.20 zgaszony wcześniej komputer nagle się uruchamia,

5.30 gaszę komputer normalnie,

5.31 drugi kot wyczuł ruch i przychodzi na parapet (oczywiście skacząc po mnie),

5.40 pierwszy kot idzie do drugiego na parapet,

5.50 oba wracają (skacząc po mnie) i gdzieś przepadają,

6.00 od tej godziny dzwony na Katedrze biją co kwadrans,

6.15 jedno małe dzyń,

6.30 dwa małe dzyń,

6.45 trzy małe dzyń,

7.00 cztery małe dzyń i siedem dużych dzyń,

7.02 budzik,

7.03 przychodzą koty i chcą żreć.

Otóż Bazyli również zalicza się do nocnych wędrowców. Ściśle rzecz biorąc do baaardzo wczesnoporannych wędrowców. Lubi wtedy wskoczyć na łóżko celem pokazania, że jest znudzony/zaciekawiony śpiącymi/spragniony przytulania etc.  Najczęściej spaceruje wóczas dookoła łóżka, przechodząc nad naszymi głowami i po nogach. Zdarza mu się zmodyfikować trasę i przechodzi/przeskakuje centralnie w poprzek łóżka. Lądowanie nierzadko ma miejsce na naszych plecach/brzuchach. Stosuje też wzmiankowaną wyżej metodę łaskotania wąsami. Czy się wgapia, tego nie wiem, nie zauważyłem. Nawet jeżeli, to akurat nie przeszkadza. Odwiedziny czasem kończą się szybko, powrotem na tron, czasem zalega z nami, śpiąc snem kota zapracowanego. Wariant ze szczególnie energicznym kopaniem w kuwecie ma również opanowany. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że opisane tu spacery i nocne hałasy nie występują nagminnie i conocnie.

Przyznaję, zdjęć ani filmów na potwierdzenie powyższego nie mamy. Myślę jednak, wyjaśnienie tego braku w materiale dowodowym wydaje się być oczywistym ;)

Mamy za to zdjęcie Bazyla przed przystąpieniem do rytuału wieczornego. Rytuał ów pielęgnowany jest od dość dawna, regularnie i myślę że zasługuje na oddzielny wpis.

Na łóżku

poniedziałek, 06 czerwca 2011
Gościnne występy.

Wspominałem już, że Bazyl jest niewychodzący. Wychodzi jednak "w gości", czyli piętro niżej do rodziców Sowy. Chadza tam chętnie - widać dobrze się tam czuje. Po stopniu rozpieszczania jakiemu tam jest poddawany, sądzimy że gościem mile widzianym jest. Odwiedziny te mają różnoraki charakter. Są spontaniczne, niedługie wizyty towarzyskie, kiedy "Jaśniepan" wyrazi taką chęć, manifestującą się wpatrywaniem w drzwi wejściowe i ewentualnym pomiaukiwaniem. Niestety niekiedy wpada na taki pomysł w okolicach północy i trzeba mu tłumaczyć, że nie wypada o tej porze ...

 Chcę wyjść

Zdarzają się wizyty wieczorne, wcześniej anonsowane, gdy wychodzimy na dłużej.

Gdy wyjeżdżam do pracy następuje cykl tzw. "półkolonii" (zastanawiam się czy w odniesieniu do siedmioletniego kocura to odpowiednie słowo). Sowa sprowadza go wówczas przed wyjściem do pracy i wracają razem późnym popołudniem.

Najdłuższe wizyty, zwane "wakacjami" lub "zimowiskiem", mają miejsce gdy wyjeżdżamy na urlop. Z wyjazdami wiąże się jeszcze jeden nasz nowy zwyczaj. Pakowanie w ostatniej chwili, już po wyjściu Bazyla na dół. Zauważyliśmy  bowiem po pierwszym wyjeździe, że kocisko popada w melancholię, gdy widzi walizki .... 

Bazyl oprócz jedzenia na wakacje zabiera ze sobą też troszeczkę bagażu:

Bagaż

Ulubiona poduszka też jest jego częścią.

Wiodąc taki "podróżniczy" tryb życia, Bazyli ma oczywiście dwa komplety kuwet i misek. Dawniej, gdy miał tylko jedną kuwetę, to po przyjściu w gości szedł sprawdzić, czy ją dostarczono i po tym poznawał, jak długo będzie trwała wizyta ;) Ta podwojona ilość jest oczywiście dla naszej wygody, a Bazylowi to nie przeszkadza, bo jak już pisałem jest mu obojętne gdzie kuweta stoi (raz nieopatrznie  podczas sprzątania postawiłem  na muszli - wskoczył i skorzystał).

Oczywiście w "drugim domu" jak to kot, ma swoje ulubione miejsca i jednym z nich też jest fotel komputerowy. Niestety nie we wszystkich mamy go uwiecznionego.

Pod stolikiem

Na meblach

Na mikrofalówce

Wspomniane już rozpieszczanie kociska przybiera rozmaite formy: Przygotowywanie "mixów" z różnego rodzaju surowego mięsa, urządzanie kryjówek, czasami podawanie wspomnianego mięska na talerzyku na sofę, gdzie akurat "Jaśniepan" odpoczywa, pozwalanie niemal na wszystko, łącznie z akceptowaniem spychania w nocy z poduszki :)  Tolerowanie (jak dotąd ;) )  drapania krzeseł i tapety. Wspólne śniadania, podczas których Bazyl degustuje szyneczkę itd.

Trzeba tu przyznać, że mamy z Bazylem szczęście, że Sowa ma takich rodziców :)) Dobrze się przy okazji złożyło, że mieszkają tak blisko. Moi rodzice mieszkają niestety ponad 30 kilometrów od nas, więc przyjemność goszczenia Bazyla ich omija, bo on nie przepada za "dalekimi podróżami" i nowymi miejscami :( 

 
1 , 2


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...