Kategorie: Wszystkie | aktualne | historia | zabawy
RSS
piątek, 30 września 2011
Stało się

Życie samo rozwiązało nasze dylematy  dotyczące dokocenia.

Wracałem z kolejnego wypadu rowerowego po okolicy. Miałem ze sobą aparat, którym polowałem na koty. Postanowiłem jeszcze raz przejechać koło bloku, gdzie widziałem kiedyś kocisko spacerujące po balustradzie. Wcześniej jednak zauważyłem śpiącego kota w oknie piwnicy. Zdjęcie zrobiłem, ale zdałem sobie sprawę, że on odrobinę za mały jest, żeby tak sobie spać w tej dość ruchliwej okolicy. Odstawiłem rower i podszedłem. Zero reakcji; ani nie przestraszył się, ani nie zainteresował. Był jakiś taki zobojętniały. Wziąłem na ręce - zamruczał cicho i spokojnie pozwolił się trzymać. Nie mogłem go tam zostawić - w okolicy biegały psy, jeździły samochody. Kota zatem za pazuchę, na rower i do veta.

Okazało się że: kocurek ma ok. 3 miesięcy, waży 1,2 kg, ma katar, dużo pcheł i świerzb w uszach. Nawet jeżeli był czyjś, to już jego nie będzie. Został na noc u veta, jutro w okolicach 14 zabieramy go do domu. Dostał antybiotyk (będzie brał jeszcze przez jakiś czas), pchły zostały odpowiednio potraktowane. Leczenie świerzbu rozpoczęte. No i odrobaczanie jeszcze nas czeka. Zabiegi wszelakie zniósł podobno bardzo dzielnie :)  W okolicach godziny 16 pojechaliśmy z Sową odwiedzić malucha, wtedy Sowa zobaczyła go pierwszy raz. Spał sobie chłopina w przykrytej klatce.

Przed nami leczenie Filemona, kwarantanna, a potem zapoznawanie Bazyla z nowym lokatorem. Mamy trochę stracha, no ale co zrobić.  Wszelkie  porady bardzo mile widziane będą, bo z małymi kotami doświadczeń nie mamy żadnych.

Oto Filemon. Pierwsze zdjęcie jakie mu zrobiłem:

Filemon

Obiecuję następne.

19:46, przemek_1969 , aktualne
Link Komentarze (38) »
środa, 28 września 2011
Nocne harce.

Nowe tereny już nie są nowymi. Są po prostu miejscem, gdzie Bazyli pozbywa się tego niewielkiego nadmiaru energii, którym dysponuje. Zaczyna się od odwiedzin każdej półki i polerowania pazurków. W tym miejscu muszę przerwać. Bazyl wskoczył mi na kolana, gdy siedziałem przy klawiaturze. I nie chodzi mi o klawiaturę. On nigdy tego nie robił  - w sensie na kolana moje nie wchodził  tak z własnej woli.  Z drugiej strony, żeby ktoś źle nie zrozumiał - nie zmuszałem go nigdy do tego :)

   Wracając do tematu. Po wypolerowaniu pazurów następuje przebieżka po półkach. Następnie rozpoczynają się harce. Nocne harce. Trzeba zrzucić mysz, która w błogiej nieświadomości zapuściła się w zastrzeżone rejony. Sznurówko - laska też musi poznać swoje miejsce w hierarchii. No i przede wszystkim, butelasia z lizadełkiem nigdzie czuć się  bezpiecznie nie mogą.

Nocne harce

Nocne harce

Nocne harce

Nocne harce

Nocne harce

Nocne harce


Nocne harce

Nocne harce

Nocne harce

Nocne harce

Po harcach następuje kontrola przydatności półek do drzemki. Różne półki wygrywają :)

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         

sobota, 24 września 2011
Rozumiemy się

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi zaczyna wskazywać, że Bazyli rozumie ludzką mowę. Mam na myśli język polski. Innego jak na razie nie testowaliśmy ;)

Sytuacja wyglądała następująco: Sowa będąc na zakupach zwróciła uwagę na pewien dywanik. Przyczyna owego zainteresowania stanie się zaraz oczywistą.

Dywanik

Kupiła go z myślą, że będzie pełnił funkcję pułapki na potajemnie wynoszone na kosmatych łapach przez Bazyla kryształy z kuwety. Przyniosła do domu, położyła na podłodze i zwróciła się do JE może trochę zbyt poufale: „Bazyl, to dla ciebie”. Kocisko nie zważając na obcesową formę wypowiedzi, podbiegło do wzmiankowanego dywanika i ułożyło się na nim.

Dywanik

Dywanik

Dywanik

Dywanik

Ktoś złośliwy może powiedzieć, że prawie każdy zdrowy kot zareagowałby tak samo. Być może. Jednak wczoraj miało miejsce kolejne zdarzenie. Mama Sowy stwierdziła, że odkąd Bazyli ma nowe półki, to u nich na meble nie wskakuje. Po paru chwilach Bazyli wskoczył na swoją ulubioną „kapliczkę”.

 Kapliczka

O innych sytuacjach, w których Bazylowi chce się rozumieć "po ludzku" pisałem tu.

1. p.s.  Dywanik pełni jednak funkcję legowiska przybalkonowego. Stare było już mocno sfatygowane, a dodatkowo dywanik ma za krótki włos, by być dobrą pułapką. Oprócz tego „nie pasuje kolorystycznie” :))

2. p.s. Zastanawia mnie czemu kładzie się na "kocie", a nie na całym dywaniku.

wtorek, 20 września 2011
Zabawy

Bazyli pozazdrościł Karmelkowi laski i od niedawna ma swoją. Nie wiadomo czy będzie to tak wielka miłość jak w przypadku wspomnianego rudziaszka, ale pierwsze "zaloty" wyglądają zachęcająco. Jest może odrobinę brutalny, ale widać ten typ tak ma ;)


Żeby ktoś nie odniósł mylnego wrażenia, że kocisko bawi się wyłącznie na leżąco zmontowaliśmy kilka jego występów, które ostatnimi czasy udało nam się uwiecznić. Jakość materiału oględnie mówiąc nie powala, ale sprzęt nie jest rewelacyjny i oświetlenie pozostawia wiele do życzenia. Dochodzi też kwestia, że Bazyli czarnym kotem jest :)


Fakt, trzeba przyznać że w jego zabawach sporo jest zastanawiania się i obserwacji. Należy jednak wziąć poprawkę na to, że imć Bazyli już ponad siedem wiosen sobie liczy i tak łatwo i żywiołowo ekscytacji nie ulega.

sobota, 17 września 2011
Mlieko

Bazyli lubi czasem napić się mleka. Mleka dla kotów zwanego u nas mliekiem. Podobnie jak na jedzonko nie rzuca się na nie od razu. Swoje musi odstać, zostać obwąchane, zignorowane. Można mu dać do zrozumienia, że w tym akurat momencie dużo bardziej apetyczna jest trawa:

Mlieko

Mlieko

Po jakimś czasie, można łaskawie skosztować:

Mlieko

Najlepiej zrobić to gdy personel nie widzi, gdyż każdorazowo po chlapnięciu małego co nieco można spodziewać się interwencji z mokrym ręcznikiem. Dlaczego? Wyjaśnią to następne zdjęcia :D

Mlieko

Mlieko

Interwencja jest konieczna, gdyż usuwanie zaschniętego mlieka z perskiego futra nie należy do najprostszych czynności. Bazyli dobrze o tym wie i jak tylko potrafi stara się utrudnić nam wykonanie tego zadania. Nie wypija go na raz, tylko w kilku podejściach, często wykorzystując chwile nieuwagi. Lubi też pouciekać przed nami; uważa to za przednią zabawę - uciekający kot rozchlapujący gdzie się tylko da mlieko z kryzy:)

Gdy nam się uda już go pochwycić, następuje wycieranie, po którym JE wygląda tak:

Mlieko

Mlieko

Mlieko

Personel zdaniem Bazyla nie jest jeszcze dostatecznie biegły i zawsze musi osobiście po nas poprawiać:


Mlieko

Mlieko

Żeby ktoś nie myślał, że kocisko wypiło nie wiadomo jak ogromne ilości mlieka, na poniższym zdjęciu widać ile ubyło :)

Mlieko

Generalnie po spożyciu przez Bazyla jakiejkolwiek płynnej/półpłynnej substancji jego kryza zawiera sporą jej ilość. Z wodą nie ma problemu, z mliekiem jest gorzej. Najgorzej jest z żółtkiem, ale o tym innym razem.

sobota, 10 września 2011
Z innej beczki ...

Na prośbę Bazyla, zirytowanego personelem biegającym za nim z aparatem, postanowiliśmy dać mu odpocząć na jeden wpis ;) 

Dzisiaj zatem zdjęcia związane z moim największym niezimowym hobby, jakim jest jazda na rowerze. Jeżeli mam tylko wolną chwilę, a dzięki systemowi pracy takich chwil mam całkiem sporo, wsiadam na rower lub wrzucam go do samochodu i jeżdżę sobie. Znaczy się nie chodzi mi o jazdę samochodem. Nim tylko dowożę gdzieś rower ;) Jak już tak sobie jeżdżę, to czasem robię zdjęcia. Podstawowym celem "polowań" są koty. Jednak jak nietrudno sobie wyobrazić, jazda na rowerze z aparatem w plecaku nie jest optymalnym sposobem na fotografowanie futrzastych. Toteż  określenie mojej kolekcji "zatrzymanych w kadrze" kotów mianem ubogiej jest i tak sporym eufemizmem.

Drugim celem bezkrwawych łowów są ruiny. Nie uciekają, nie biegają, są.  Nie skupiam się przy tym na kilkusetletnich obiektach. Po pierwsze takie już są miliony razy obfotografowane, po drugie nasze okolice jakoś dziwnym trafem nie obfitują w takowe. Po trzecie, te młodsze, nawet kilkudziesięcioletnie też działają na wyobraźnię.

Zatem dzisiaj kilka zdjęć pewnego zakładu w centrum niedużego miasta. Ciekawe, czy ktoś zgadnie lokalizację.

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Ruiny

Jeżeli kogoś zainteresowała tematyka to odsyłam do rewelacyjnej moim zdaniem strony, stworzonej przez ludzi dla których wyszukiwanie i dokumentowanie takich miejsc stało się pasją: Opuszczone

Tagi: rower ruiny
21:29, przemek_1969 , historia
Link Komentarze (16) »
środa, 07 września 2011
O tym czego Bazyl nie lubi najbardziej (oprócz czesania).

Bazyl niestety jak dotąd jest jedynym reprezentantem kociego rodu w naszym mieszkaniu. W związku z tym o stan higieny jego uszu muszą dbać "duże koty". 

Kocisko nie przepada za tym zabiegiem. Nie protestuje tak widowiskowo jak w przypadku czesania, ale wyraźnie daje znać, że mu się to nie podoba. Dotychczas uzewnętrzniało się to próbami ucieczki i "zamykaniem ucha". Nie znam innego zwierzaka , który potrafi "zamknąć ucho". Sowa  twierdzi, że on zamyka. Skoro ona myje mu te słuchawki to chyba wie co mówi. Dzisiaj nadeszła pora dokonania ww. zabiegu. Coś się zmieniło. Albo Sowa robiła to delikatniej, albo Ziuk zrozumiał, że tak trzeba. Nie uciekał, a i jakby ucho mniej zamykał;)

Samego zabiegu nie dokumentowaliśmy (odrobina prywatności każdemu się należy). Po wszystkim usnęło się chłopinie:

Uszy

"obowiązkowe dla tej rasy" kosmyki w uszach mam jeszcze mokre:

Uszy

bardzo mokre:

Uszy

ale ile można spać? Trzeba sprawdzić co słychać u ulubionych zabawek:

Uszy

pilnowanie może zmęczyć, troszkę snu kotu nie zaszkodzi:

Uszy

Trzeba też skontrolować czy myszy nie harcują zbytnio:

Uszy

po wszystkim można udać się do "azylu" - duże koty niepokoić tam nie będą, bo taką umowę mamy:

Uszy

Uszy

p.s. pod koniec pisania  Bazyl nam towarzyszył. Oczywiście na kolanach. Oczywiście na kolanach Sowy:

Uszy

Kontrola musi być, w końcu piszą o mnie (choć wcale nie wiem czy mi się to podoba).

Dobranoc.

poniedziałek, 05 września 2011
Wyjazdowe zwierzaki.

Ostatni weekend spędziliśmy w Brennej. Wyjazd udał się pod wszelkimi względami poza jednym. Nie udało nam się "upolować" obiektywem żadnego kota :( Nie wiem jak to możliwe, a jednak. Może za gorąco było i kociska pochowały się gdzieś w cieniu?

Nieopodal naszego domku była za to ogrodzona łąka. Na niej niewielka zagródka i tacy oto lokatorzy:

Wjazdowe zwierzaki

Wjazdowe zwierzaki

Wjazdowe zwierzaki

Strasznie ciekawskie były. Zwłaszcza koza. Łasuchy przy okazji. Chleb wcinały w tempie ekspresowym. Nie obawiały się nas wcale, więc i głaskania było sporo :)

Nieco dalej spotkaliśmy takich oto kolesi:

Wjazdowe zwierzaki

Wjazdowe zwierzaki

Wjazdowe zwierzaki

Wjazdowe zwierzaki

Wjazdowe zwierzaki

Oni również byli bardzo przyjacielsko nastawieni. Ten jaśniejszy, z zakrzywionymi rogami, zwany przez nas "blondynem" skusił się nawet na jabłko.

W tym czasie Bazyli był oczywiście na gościnnych występach u rodziców Sowy. Z tego co wiemy to był podobno grzeczny. Jednak strzelił focha po naszym powrocie i odmawiał współpracy. Dopiero za drugim razem udało się Sowie przekonać dziadygę do powrotu. Przyszli na górę mocno pokłóceni ;) Boczył się na nas jeszcze jakiś czas, ale w końcu mu przeszło. Było wylegiwanie się na kolanach, maślane oczy, wieczorne deptanie i nocne odwiedziny :D Teraz po krótkich zabawach porannych śpi w domku.

Nowe półki

Tagi: wyjazd
10:11, przemek_1969 , aktualne
Link Komentarze (10) »
sobota, 27 sierpnia 2011
Mysz w upalny wieczór

Upały nadal trwają. W ciągu dnia aktywność Ziuka spada do absolutnie niezbędnego minimum, czemu dziwić się nie sposób. Nie ma mowy o gonitwach. Nadzór nad  sprzątającym personelem jest statyczny. Myszy po kąpieli spokojnie suszą się na balkonie, nie niepokojone przez okrutnego łowcę ;) Jednej z nich chyba z tego upału w głowie się poprzewracało. Ten osobnik o niezwykle małym rozumku postanowił zakłócić  wieczorną drzemkę Bazyla.

Mysz

Mysz

Mysz

Mysz

Mysz

Mysz

Mysz

Mysz

Mysz

Nauczka została udzielona na leżąco, bo delikwent był mało ruchliwy, a i temperatura otoczenia nie prowokowała do zmiany pozycji. Mysz została spacyfikowana, a Bazyli powrócił do przerwanej czynności.

Jutro ma być chłodniej, to kocisko powinno nadrobić zaległości w brykaniu :)

środa, 24 sierpnia 2011
Portrety

Dzisiaj  tylko kilka zbliżeń "twarzy" JE Bazyla.

Na "nowych terenach":

Portret

Portret

Portret

Portret

Na balkonie:

Portret

Portret

Portret

Portret

Portret

Portret

i na fotelu:

Portret

Bazylemu upał dokucza, ochoty do bryków i gonitw nijakiej nie ma. Jak wszystkim wtajemniczonym wiadomo, w czasie deszczu koty śpią. Podczas upału też śpią, a jak nie śpią to leżą. Chętnie kołami do góry i dobrze jest jak w pobliżu jakiś wentylator pracuje.


 

Tagi: bazyl upał
21:16, przemek_1969 , aktualne
Link Komentarze (13) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...