Kategorie: Wszystkie | aktualne | historia | zabawy
RSS
poniedziałek, 30 maja 2011
Zmienię sobie kolor.

Mniej więcej na wiosnę 2007 roku Bazyl zdecydował, że musi zmienić coś w swoim życiu ;)

Długo się nie zastanawiając postanowił zmienić kolor. Jednak z racji tego, że radykałem nie jest, postanowił zrobić to subtelnie. Zadecydował, że zostanie kotem czarnym - dymnym.

Zmieniamy kolor 1

Zmiany dokonywał dość szybko

Zmieniamy kolor 2

Na poniższym zdjęciu uwieczniona została też ulubiona miska na wodę. Musi stać przy kaktusie w pokoju lub na balkonie - z niej tam woda najlepiej smakuje. Picie wody z tej miski odbywa się zgodnie ze specjalnym rytuałem. Najpierw ciche pomiaukiwanie, potem lekkkie drapanie podłogi przy misce, następnie lekkie pacanie wody łapą (ten punkt nie zawsze występuje). Zawsze za to można poznać, że kocisko piło wodę z czerwonej miski, bo cała kryza z przodu jest mokra, a po ewntualnym otrzepaniu - pobliska ściana :) Często wówczas odbywa się gonitwa pod tytułem "piłeś wodę". Gdy Bazyl usłyszy ten tekst, zaczyna galopować po mieszkaniu celem uniknięcia wytarcia futra. Przeważnie mu się udaje :))

Zmieniamy kolor 3

Pozycja "na żabę":

Zmieniamy kolor 4

Po jakimś czasie doszedł jednak do wniosku, że czuje się nieswojo w nowym wcieleniu. Postanowił zatem wrócić do korzeni. Zmiana powrotna trwała sporo dłużej. Efekt końcowy wyglądał tak:

Wracamy do starego koloru 1

Poniżej z kolei widać przy okazji, że picie wody z normalnej, kociej miski, nie powoduje takich dużych efektów ubocznych na kryzie:

Wracamy do starego koloru 2

W kwestii kolorów można jeszcze dodać, że latem Bazyli czasem w niektórych miejscach ma nieznaczny rudawy odcień.


niedziela, 29 maja 2011
Spania część pierwsza.

Sobota deszczową sobotą była i najlepsze co było do zrobienia to spanie. Bazyl spać lubi i to bardzo. Ma wiele ulubionych miejsc, z tym że stopień "ulubienia" okresowo się zmienia. Jedno z nich jest the best: fotel "komputerowy", nazywany też tronem ;)

Fotel komputerowy - tron

Tu spędza większą część nocy i dopołudnia.  Jeżeli ma ochotę na nim zalegnąć, a tak się składa, że fotel jest zajęty , ma już opracowaną taktykę. Kładzie się nieopodal na parapecie i czeka. Jeżeli osobnik okupujący fotel nieopatrznie wstanie i na chwilę się oddali - natychmiast zeskakuje na fotel, zwija się w kłębek i zamyka oczy. Powracający frajer może wówczas jedynie delikatnie odsunąć fotel i przynieść  sobie rozkładane krzesełko.

Kolejnym miejscem chętnie odwiedzanym w celu spotkania z Morfeuszem jest przykryte narzutą łóżko (w ostateczności może być rozgrzebane). Koniecznym dodatkiem jest ulubiona poduszka. Zarówno łóżko, narzuta, jak i poduszka biorą udział w jednej z ulubionych zabaw, ale o tym innym razem.

Łóżko

Łóżko

Wieczorem, gdy czasem akurat oglądamy  TV, Bazyli często melduje się na fotelu. Początkowo przeważnie przyjmuje pozycję "na ludzika":

Ludzik

Często też musi poprawić ostrość widzenia:

Mycie oczu

Gdy program go znudzi lub siły opuszczą wtedy:

Sen przed TV

Są ulubione miejsca, w których nie został uwieczniony. Pierwsze to wnętrze szafy, do której drzwi zawsze muszą być lekko odsunięte: półka na poziomie zerowym - do wyłącznej dyspozycji i z zasłonką, półka na poziomie trzecim - współdzielona  z ubraniami. Drugie miejsce znajduje się pod łóżkiem.

Oprócz tego, do grona faworytów zaliczają się parapety, niektóre punkty podłogi i szafki stojące:

tu szafka zwana fryzjerską

Szafka fryzjerska

Nie wypada też nie wspomnieć o jednym szczególnym miejscu. Z roku na rok odwiedzanym coraz częściej, a ostatnio parę razy dziennie:

Na kolanach

Na kolanach

Z przykrością muszę stwierdzić, że prawie zawsze nie są to moje kolana :((

Jednym z miejsc, w których kocisko zdecydowanie nie lubi spać jest specjalnie dla niego zakupione wiklinowe legowisko :)

Myślę, że temat nie został wyczerpany - zostały jeszcze miejsca na gościnnych występach piętro niżej , no i balkon. Trzeba będzie do tego wrócić :)

p.s. Strona Fundacji Miaukot czasowo nie działa z powodu wymiany serwerów.

sobota, 28 maja 2011
Historii odcinek drugi.

"Szczenięce" tygodnie.

Dzięki uprzejmości właścicielki rodziców Bazyla mamy poniższe zdjęcia

Mały Bazyli 1

Mały Bazyli 2

Mały Bazyli 3

I to jest niestety wszystko co mamy.

O tym jaki wtedy był, co wyprawiał itp. nie wiemy nic :(((. Chociaż nawet jakbyśmy wiedzieli, to i tak niewiele w porównaniu z doświadczaniem tego osobiście.

Wiemy, że w pierwszym domu tymczasowym mieszkał z psem i nie bał się go. W drugim spotkał się z persami, które nie były z tego specjalnie zadowolone. On raczej starał się zaprzyjaźnić i nie stwarzał większych problemów, czemu w sumie trudno się dziwić.

Pierwsze tygodnie spędziliśmy na poznawaniu się nawzajem, przekopywaniu internetu w poszukiwaniu informacji o kotach i rasie. Bazyl zajmował się też obalaniem stereotypów i mitów o kotach, jakie znaliśmy i o jakich dowiedzieliśmy się z sieci, ale to odrębny temat. Poważnym zagadnieniem jakie  musieliśmy rozpracować był proces czesania. Od rzeczy najprostszych: czym czesać, przez trudniejsze: jak czesać, do najbardziej zawiłych: co zrobić, żeby udało się czesać. Temat ten zgłębiamy do dziś, mimo upływu prawie sześciu lat.

Bazyl trafił do nas ze wszystkimi organami i tak już zostało. Jest kotem niewychodzącym, nie ma kontaktu z innymi kotami, nie znaczy terenu i nie jest agresywny. Początkowo były "niecne" plany, ale najpierw było szczepienie, potem strzyżenie z narkozą, a potem wyczytałem, że spory procent persów nie znaczy terenu - tym sposobem można o nim mówić kocur Bazyl. Jedynym tego minusem (o ile jest to powiązane) jest jego grudniowo-styczniowe gadulstwo. Lubi wtedy sobie pomiaukolić, ale nie jest  to coś nie do wytrzymania.

Z tym "gadulstwem" wiąże się też jego zupełne "niewychodzenie". W pierwszym roku miauczał szczególnie chętnie przy drzwiach wyjściowych. Pomyśleliśmy: kocina chce na spacer. Zakupiliśmy smyczkę, szeleczki i ... wszelkie próby pobytu na zewnątrz skończyły się fiaskiem. Zarówno te w ustronnym terenie lekko zadrzewionym, te u moich rodziców w ogrodzie przy domu jak i oczywiście te przed blokiem. Jeżeli w pobliżu nie było ciasnego kąta, w którym mozna się było ukryć i czekać na włożenie do transporterka, to po prostu przyjmował pozycję skuloną, a próby spaceru wyglądały jak pokaz czołgania pod obstrzałem. Nie uszczęśliwiamy go więc na siłę. Wychodzi jedynie na klatkę schodową (musi być bezludna) i śmiga (absolutnie nie daje się wtedy wziąć na ręce) piętro niżej do rodziców Sowy.

Na tym na dzisiaj kończymy, bo pora spać:

Pora spać


piątek, 27 maja 2011
Polowania

Dzisiaj co nieco o upodobaniach Bazylego, Ziukiem również zwanym.

Od początku naszej znajomości spokojny i leniwy niczym stary lew. Do zabaw skory, a jakże. Jednak niezbyt często i najchętniej na leżąco. Zdarzają się galopady po mieszkaniu, ale częstotliwością nie porażają. Odbywają się też polowania. Jako że jest kotem niewychodzącym i mieszkającym w bloku, wybór zwierzyny łownej ma raczej ograniczony. Ma też swoje ograniczenia: niespecjalnie lubi wysoko skakać (potrafi, ale przeważnie mu się nie chce) i jako kot dobrze wychowany nie wspina się po zasłonach/firankach. Wracając do zwierzyny - muchy niby mogą być, ale są za zwyczaj za szybkie i za wysoko latają. Podobny problem  jest z komarami, które dodatkowo złośliwie są rozmiarów nikczemnych. Dobre są ćmy, ale mile widziana jest wówczas nasza współpraca przy wskazywaniu gdzie aktualnie ćma się udała i ewentualnym obniżaniu jej polożenia.  Rarytas stanowią koniki polne, których pojawianie się (ostatnio coraz rzadziej) na czwartym piętrze bloku w dużym mieście stanowi dla mnie zagadkę. Konik jest najlepszy bo: 1.Ma wytrzymałą w przeciwieństwie do ćmy konstrukcję i długo można na niego polować. 2.Nie ma skrzydeł.

Polowanie na konika polnego

 

Przygód z upolowaną osą / pszczołą / trzmielem (odpukać) nie było. Mrówki u nas nie występują. Pająki na szczęście tylko bardzo sporadycznie. Była kiedyś na balkonie ogromna kosmata gąsienica, ale przyjmijmy, że zapomnieliśmy co się wtedy działo ;)

Odrębnym rozdziałem są ptaki. Łowy siłą rzeczy odbywają się w sposób bezkontaktowy. Polegają głównie na obserwacji, zaczajaniu się i nieruchomieniu na dłuższy czas (co z skądinąd pasuje Bazylowi). Najlepszym miejscem na polowanie jest balkon, a właściwie loggia, której zabezpieczenie problemu nie stanowiło. W przypadku niesprzyjającej pogody pozostaje parapet, a trzeba tu dodać, że w kwestii pogody Bazyl kotem wybrednym jest. Najczęstszym obiektem jest gołąb, natomiast zimą sikorki dokarmiane przez nas i sąsiadów.  (Muszę uczciwie przyznać, że pierwotnym powodem ich dokarmiania w naszym przypadku był niestety Bazyl). Gołąb jest szczególnie znienawidzony, gdyż swoim gruchaniem słyszalnym w każdym pomieszczeniu przerywa to ,co koty lubią najbardziej. Z kolei sikorki irytują bezczelnością wlatując na balkon, a w podczas polowań z parapetu - uderzając złośliwie w zamknięte okno.

Obserwacja ptaków

Obserwacja ptaków

Bazyl poluje także na ssaki. Jednak w tym przypadku ogranicza się jedynie do obserwacji ekranu telewizora. No chyba, że w trakcie zabawy wpadnie na pomysł zapolowania na nas. Wówczas często nie są to bezkrwawe łowy ;) Pomysł kupowania żywych myszek wydaje się być pomysłem z wielu względów chybionym.

Bezkrwawe łowy

Bezkrwawe łowy

To mniej więcej tyle w temacie polowania na istoty żywe. Polowanie na materię nieożywioną stanowi materiał na odrębny wpis.

czwartek, 26 maja 2011
Historii odcinek pierwszy.

Oto nasz współlokator Bazyl. Oficjalnie Hamlet od Bazyla PL.

Urodził się 17 czerwca 2004 roku. W domu do którego trafił nie zagrzał miejsca zbyt długo. Wyjazd właściciela z Polski spowodował wędrówkę Bazyla po dwóch domach tymczasowych. W drugim nie mógł zbyt długo przebywać z uwagi na stan zakocenia i mały metraż. Groziło mu "oddanie na wieś", co w przypadku persa nie wróżyło najlepiej. Decyzja o wzięciu nieboraka zapadła spontanicznie we wrześniu 2005 r . Wcześniej z Sową (TŻ) mieliśmy w domach rodzinnych tylko psy i z kotami raczej mieliśmy mało do czynienia. Teraz mieszkamy w bloku, w okolicy raczej mało zielonej, co w połączeniu z systemem mojej pracy raczej wykluczało posiadanie psa.

Wspomniany system spowodował też, że nie miałem możliwości obserwacji pierwszych dni Bazyla w nowym domu. Od Sowy wiem, że w czasie drogi do domu jak i przez pierwszych kilka godzin przestraszeni byli oboje :)) Aklimatyzacja przebiegła w miarę szybko.  Jakiś czas spędził w specjalnie przygotowanej kryjówce, trochę popłakał, ale nie było najgorzej ;)

Po powrocie do domu zastałem takiego oto kolesia (w takiej pozycji i w tym miejscu):

Bazyl nie przejął się zbytnio kolejnym domownikiem, przyzwyczajony przez ostatnie dni do poznawania nowych ludzi.

Oprócz standardowej wizyty u veta czekały nas jeszcze odwiedziny u fryzjera. Poprzedni opiekunowie zaniechali czesania biedaka, skutkiem czego była niezliczona ilość kołtunów nadających się tylko do wycięcia. Byliśmy z lekka przerażeni, bo vet stwierdził, że do tego "zabiegu" niezbędna jest narkoza. Jednym z powodów tej decyzji był fakt, że kocisko strasznie nie lubiło czesania i wszelkiej ingerencji w sierść. Reagował "pacaniem" łapą z pazurami, gryzieniem i udawaniem piskorza. Wszystko przebiegło jednak bez problemów, tylko później przez jakiś czas Bazyli świecił wygolonym brzuchem i przystrzyżonymi bokami.


1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...